DĄBROWSKI MAREK ROMAN
nauczyciel wf, trener, jeden z czołowych florecistów świata lat siedemdziesiątych, złoty medalista olimpijski w turnieju drużynowym IO w Monachium (1972).
Urodzony 28 listopada 1949 w Gliwicach, syn Jana i Jadwigi Garbaczowej, absolwent miejscowego Technikum Chemicznego (1968) i warszawskiej AWF (1977), gdzie otrzymał tytuł magistra wf. Szermierz (175 cm, 64 kg) Piasta Gliwice (1966-1967) i AZS Warszawa (1968-1976). Przykład świetnego zawodnika (floret) i studenta (średnia ponad 4,5 w pięciostopniowej skali). Wyrósł w klubie (zaczynał mając 11 lat pod kierunkiem Horsta Tella) szermierczych sław i mistrzów olimpijskich (Egon Franke, Ryszard Zub, Bogdan Gonsior, Mikołaj Pomarnacki, Zbigniew Czajkowski) osiągając pierwsze międzynarodowe sukcesy w kategorii juniorów: brązowy medal mistrzostw świata w Teheranie (1967) i tytuł wicemistrzowski w Genui (1969). Potem przyszły sukcesy już w gronie "dorosłych" florecistów. 2-krotny indywidualny mistrz Polski (1970, 1976) i 6-krotny mistrz kraju w drużynie (1971-1976), był także 6-krotnym medalistą mistrzostw świata we florecie: w Hawanie (1969) - 2 m. (druż.), w Ankarze (1970) - 3 m. (ind.), w Wiedniu (1971) - 2 m. (ind.) i 2 m. (druż.), w Göteborgu (1973) - 3 m. (druż.), w Grenoble (1974) - 2 m. (druż.). Największe sukcesy odniósł jednak na olimpijskich planszach pod wodzą swojego trenera klubowego Zbigniewa Skrudlika. Panuje opinia, że wielki "gentleman planszy", bardzo lubiany i szanowany nie tylko w środowisku szermierczym, zbyt wcześnie zakończył karierę sportową. Odznaczony m.in. Złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Złotym Krzyżem Zasługi. Żonaty (Elżbieta), ma syna (Paweł, ur. 1985). Mieszka w Warszawie, zajmuje się biznesem (handel herbatą).
Bibl.: Głuszek, Leksykon 1999, s. 178; Pawlak, Olimpijczycy, s. 57-58; Najlepsi z najlepszych, s. 188-193; Kronika sportu, s. 1002; Duński, Od Paryża, s. 148-149; MES, t. 1, s. 133; Borzęcki, Białą bronią, s. 31 i dalsze; Łuczak, Szermierka w Polsce, s. 93 i dalsze; Marzec, Historia medalami pisana, s. 77, 85, 96; "Arystokrata z przypadku", Przegląd Sportowy, 1993, nr 172; Dąbrowski M., Dobór dzieci do klasy szermierczej (badania sondażowe), praca magisterska, AWF Warszawa, 1973, maszynopis; AAWF Warszawa, sygn. D-4397/S.
*1972 Monachium: floret ind. - 3 m. w grupie elim. (6 zaw.) z 3 zw., 2 m. w drugiej elim. grupowej (6 zaw.) z 4 zw., 3 m. w grupie ćwierćfin. (6 zaw.) z 3 zw., 1 m. w grupie półfin. (6 zaw.) z 4 zw.; 6 m. w finale (6 zaw.) z 0 zw. (zw. W. Woyda, Polska - 5 zw.); floret druż. - w grupie elim. (3 druż.) po zwycięstwie z Włochami 11:5 (3 zw.) i porażce z RFN 7:8 (3 zw.) Polacy zajęli 2 m.; w ćwierćfin. pokonali Japonię 9:5 (2 zw.); w półfin. zwyciężyli Węgry 8:7 (2 zw.); w finale wygrali z ZSRR 9:5 (1 zw.), zdobywając złoty medal. Partnerami Dąbrowskiego byli: A. Godel, J. Kaczmarek, L. Koziejowski i W. Woyda.
Komentarz Dąbrowskiego do występu w turnieju indywidualnym: "Apogeum formy osiągnąłem w półfinale, przegrałem tylko jeden pojedynek z Witkiem Woydą 4:5, a innym spuszczałem po kolei lanie. Kiedy stanąłem wreszcie do pojedynku z wysokim jak wieża Eiffla Danielem Reveneu, miałem już tyle punktów, że mogłem się nie wysilać, a nawet przegrać i tak bowiem byłem już w finale. Francuz walczył o wszystko. Postanowiłem i ja walczyć na całego, w imię interesów Woydy. To był po prostu facet przez nas uwielbiany. Należał mu się ten finał za całokształt kariery, nie mogłem ot tak puścić luzem walki z Revenu, bo mnie akurat ten punkt nie był już potrzebny. Francuz prowadził już 4:2, ale ja nie zamierzałem się poddać. Zaatakowałem dwa razy i wyrównałem. Niemłody już Daniel zbladł. Myślał, że nie mam dostatecznej motywacji, aby tak twardo walczyć. Kolejny atak i znów światełko na moją korzyść! Witek wszedł do finału!". Niestety sam - między półfinałem a finałem - Dąbrowski formę stracił i bił się słabiutko. Wielka fala energii powróciła ponownie dopiero w turnieju drużynowym, który tak wspomina: "Wygrywałem wiele walk, po trzy z Włochami i Niemcami, po dwie z Japonią i Węgrami. W finale było już znacznie trudniej. Ale mieliśmy w zespole fenomenalnego zawodnika. Witek Woyda, wygrywając wszystkie pojedynki, zmusił nas do 'gryzienia planszy', do starań o wyrwanie każdego punktu, każdego trafienia. Ja wygrałem jedną, ale przecież także bardzo ważną walkę. Zwyciężając Kotyszewa, doprowadziłem do stanu 7:4. Kiedy Woyda i Koziejowski zdobyli dwa następne punkty i mecz został przerwany przy stanie 9:5 dla nas, miałem satysfakcję, że ten jeden mój skromny punkt też odegrał rolę w doprowadzeniu nas do złota. Byliśmy mistrzami olimpijskimi!".
*1976 Montreal: floret ind. - 3 m. w grupie elim. (6 zaw.) z 2 zw., 4 m. w drugiej elim. grupowej (6 zaw.) z 2 zw., 4 m. w trzeciej elim. grupowej (6 zaw.) z 2 zw.; w walkach pucharowych pokonał Francuza C. Noela 10:9, następnie przegrał z W. Stankowiczem ZSRR 3:10, w rep. ponownie walczył z Francuzem ulegając mu 5:10, odp. z turnieju zajmując m. 9-12 (zw. F. Dal Zotto Włochy); floret druż. - w grupie elim. (4 druż.) po zwycięstwach nad Hongkongiem 15:1 (Dąbrowski nie walczył), Iranem 13:3 (4 zw.) i USA 9:2 (2 zw.) Polacy zajęli 1 m. w grupie; w ćwierćfin. przegrali z RFN 4:9 (1 zw.); w meczu o 5-8 m. pokonali Węgry 9:3 (nie walczył), zajmując 5 m. w turnieju (zw. RFN). Partnerami w drużynie byli: A. Godel, L. Koziejowski, L. Martewicz i Z. Wojciechowski.
Komentarz do montrealskiego startu trenera Zbigniewa Skrudlika: "Marek Dąbrowski w czasie wykonywania rzutu na Rosjanina Stankowicza rozbił sobie kolano. Nie mógł walczyć. Od finału był jeden krok. Załamanie, zdenerwowanie odbiło się wyraźnie po dwóch dniach podczas turnieju drużynowego. 'Uraz psychiczny' był tak wielki, że Dąbrowski nie wystąpił nawet w ostatnim meczu z Węgrami".